wtorek, 30 sierpnia 2016

Filmoteka #1

























Sierpień dobiega końca, ale hej! Lato wciąż trwa :) 
Lubię wrzesień z trzech powodów: Są moje urodziny, pogoda jest całkiem przyjemna, bo nie jest ani gorąco ani zimno, a także zawsze czuję wtedy, że potrzebuję albo zmian, albo rozpoczęcia czegoś nowego, fajnego. Tak jest i tym razem. 

W sierpniu miałam ogrom czasu na to, by obejrzeć kilka filmów. Wpadłam zresztą na pomysł, by po pięciu seansach dzielić się z Wami tym, co obejrzałam - kiedyś często udawało mi się tworzyć tego typu wpisy, niestety potem nadszedł okres, kiedy bardzo rzadko oglądałam cokolwiek. W tym roku mam zamiar do tego powrócić, podobnie zresztą jak do czytania książek. Zobaczcie co proponuję Wam dzisiaj. 



Incepcja (Inception | 2010)  


Początkowo podchodziłam dość sceptycznie do tego filmu, czego dowodem jest to, że mineło 6 lat od jego premiery, a ja zdecydowałam się dopiero teraz go oglądnąć. Być może nie przemawiał do mnie, ponieważ na ogół nie interesuję się produkcjami z gatunku Science Fiction. Przyznam jednak, że ogromnie mi się spodobał, śledziłam przebieg wydarzeń z zaciekawieniem i oczekiwałam w napęciu tego, jak potoczy się fabuła. Do obejrzenia go zainspirowała mnie głównie rola Leonardo DiCaprio - byłam ciekawa, jak wypadnie jako specjalista od wydobywania przeróżnych szczegółów ze snów. Przyznam, że udało mu się świetnie wcielić w tę postać, zauważyłam zresztą, że to kolejny film z jego udziałem, który mnie tak zaintrygował (mowa o Shutter Island, o którym wspomniałam dość dawno w jednym z moich filmików na YouTube). Występują tam również Joseph Gordon-Levitt znany z roli w takich filmach jak Świadek bez pamięci czy Don Jon, czy Ken Watanabe, którego mogliście zobaczyć w Wyznaniach Gejszy bądź Ostatnim Samuraju.




The Truman Show (1998)


Jim Carrey wzbudza skrajne emocje - od miłości po nienawiść. Ja zdecydowanie należę do tej pierwszej grupy, bardzo lubię tego artystę i zawsze mnie rozbawiają komedie, w których gra. The Truman Show jednak nie jest komedią - uważam, że lepiej pasuje do gatunku dramat, aktorowi jednak wyraźnie niestraszna rola nawet w tego typu filmach, tym bardziej, że w 2004 wziął udział w filmie Zakochany bez pamięci, który również jest dramatem (o tej produkcji także wspomniałam w wyżej wymienionym filmiku). Za historią żyjącego w wyreżyserowanym świecie Trumana kryje się dość głęboki przekaz, który jest powiązany z naszą rzeczywistością i tym, w jakich okolicznościach jesteśmy urodzeni. W Truman Show występuje także Laura Linney, która grała rolę prawniczki Erin Bruner w Egzorcyzmach Emily Rose.




Mów mi Vincent (St. Vincent | 2014)


W roli głównej Bill Murray. Często przed obejrzeniem jakiejś komedii odczuwam nieuzasadniony stres, że jednak okaże się totalną, nieśmieszną katastrofą. Na szczęście ten film naprawdę mi się spodobał, przyznam nawet, że na końcu się troszkę wzruszyłam :) W każdej opinii staram się nie zdradzić, o czym jest dana produkcja, więc tutaj powiem Wam tylko, że główny bohater - Vincent, który uchodzi za zgryźliwego, starego Pana, który na dodatek sypia z prostytutką i jest bez grosza przy duszy, okazuje się kimś innym, niż przedstawia go ta niepochlebna otoczka. W roli prostytutki występuje Naomi Watts, która powinna być Wam dobrze znana jako mama Aidana z filmu The Ring.




13 (2010)
 [Filmweb]


"13" to thriller z krwi i kości. Bezlitosny i bezwzględny, polecam go osobom o silnych nerwach. Nie brakuje krwawych scen, a widz odczuwa wzrastające napięcie bohaterów.  Ja osobiście, pomimo tego, ze dotrwałam do końca, odczuwałam po seansie odrazę, być może dlatego, ponieważ sytuacje przedstawione w filmie mogą dziać się w rzeczywistości. Smutne jest to, jak pieniądz rządzi światem. Nie jestem pewna, czy znajdzie się na liście polubianych przeze mnie filmów.  Rolę główną odgrywa Sam Riley, którego nie miałam jeszcze okazji spotkać na ekranie, występują tam również Jason Statham,(którego być może widzieliście w Trasporterze czy Szybkich i Wściekłych) i znany raper 50 Cent.




Telemaniak (The cable guy | 1996)



Kolejny film z Jim'em Carrey'em w roli głównej - tym razem komedia, choć czarna. Aktor wciela się w postać montera kablówki - Chipa, który jest fanatykiem oglądania telewizji i to właśnie poprzez śledzenie różnych programów oraz reality show zyskuje różne poglądy na świat, związki międzyludzkie itp. Za wszelką cenę chce stać się przyjacielem Stevena (Matthew Broderick) i z momentem, gdy ten mu odmawia, zachowanie Chipa zmienia się diametralnie i od tego momentu film staje się bardziej dramatyczny :) Uważam, że ma w sobie przekaz, który odnosi się idealnie do naszych czasów w dobie telewizji i internetu.


Jestem ogromnie ciekawa, czy obejrzeliście któryś z tych filmów! Jeśli tak - dajcie znać :)
Na koniec mam do Was pytanie: Opinie obejrzanych przeze mnie filmów wolicie czytać, czy jednak oglądać je w formie filmiku?